Książę na białym koniu

Kiedy byłam dzieckiem, miałam dwie ulubione zabawy.

Jedną z nich była zabawa w sierotkę Marysie. Robiłam sobie kromkę z masłem, przykrywałam stół kocem i pod niego wchodziłam. Siedziałam tam po ciemku, wyobrażając sobie, że nie mam rodziców, a kanapka musi mi wystarczyć na dwa tygodnie. Dość osobliwa zabawa no nie?

Drugim moim ulubionym zajęciem była zabawa w brzydką królewnę, która ma bardzo wąskie usta. Uskuteczniałam ja w łazience przed lustrem, bo bardzo lubiłam na siebie patrzeć i zadręczać się tym, jak brzydka jestem. Był tam ze mną także wyimaginowany brzydki książę.

Czemu brzydki? Przypuszczam, że w swojej głowie, nie dawałam sobie prawa, by mój książę był piękny… Brzydki książę o imieniu Dzozef miał za zadanie zakochać się we mnie. (miałam na imię Dzozefina, żeby bylo jasne) Miał się zakraść i wykraść mnie z więziennej celi. Po udanej akcji na jego białym koniu uciekaliśmy do jego pięknej i słonecznej krainy, gdzie mieliśmy żyć długo i szczeliwie…

Lubię wspominać moje dziecięce zabawy, ale jest w nich coś niepokojącego… Przede wszystkim moja kompletna bezradność i pławienie się w roli ofiary losu.

Królewny niewiele robiły. Miały być i czekać. Ja swojej Dzozefinie odmówiłam nawet urody, pozbawiając ją jedynego atrybutu. Brzydka królewna, która nic nie robi. Czy może być gorzej? 

Moja prawie dziesięcioletnia córka po obejrzeniu Meridy Walecznej i Frozen stwierdziła, że teraz królewny są zupełnie inne niż kiedyś. Buntują się i walczą. Szukają swojej drogi i rozwiązania dla napotkanych problemów. Moja Dzozefina nie miała żadnych pomysłów na swoją beznadziejną sytuację poza czekaniem na księcia. Taka postawa przełożyła się na moje realne życie i podejście do związków. Prezentuje ją także wiele znanych mi kobiet.

Mężczyzna jawi się jako szczyt marzeń i rozwiązanie wszelkich problemów. Niestety z reguły rzeczywistość ma się nijak do oczekiwań. Dziś wiem, że żaden książę, nie uratuje mnie przed okrutnym światem. Mam też świadomość, że obarczanie drugiej osoby swoimi brakami jest po prostu nie fair. Związek jest bardzo ważny, ale jego rola jest zupełnie inna

To wspólna podroż, gdzie obie strony mają swoje zadania i role, ale każdy jest odpowiedzialny za siebie.

Jeśli relacja ma się udać oboje musimy być w pewnym sensie samowystarczalni. Uświadomienie sobie tego prostego faktu zajęło mi wiele lat, a życie w baśniowej ułudzie kosztowało mnóstwo rozczarowana. Dobrze, że Merida jest waleczna, a Elsa i Anna takie odważne. Mam nadzieję, że następne pokolenia kobiet będą na starcie bardziej świadome niż moje.

Dodaj komentarz